sierpień 13, 2006...10:57 pm

roboty

Przejdź do Komentarzy

Bardzo jasny dzień dzisiaj. Przenoszony z miejsca na miejsce kot, dziś bez zasilania. Zrobiło się przejrzyście przez zasłony w kratę, przez pomarańcze. Gorąco. Gorąca szklanka wody, a w niej nóż. Rozmawiam z szefową knajpy. Są tylko trzy podania o pracę. Krępa angielka mówi, że nie przyjmuje na czarno. Mam ochotę napić się piwa, ale jakoś mi głupio. Nie wsiadam w kilka kolejnych autobusów i czekam na następne. Wsiadam do trzeciego z rzędu. Na Notting Hill murzynka wydziera się na białą kierowcę. Ominęła przystanek na którym chciała wysiąść. Kobieta wzrusza ramionami – murzynka nie nacisnęła „przystanku na żądanie”. Autobus stoi, drzwi są otwarte, pasażerowie obserwują monolog. Po prawej stronie na wyspie rozdzielającej dwupasmówkę stoi rząd rowerów bez siodełek. Do autobusu wchodzi grubsza murzynka z pękiem białych foliowych toreb. Legitymuje się jako konduktor. Wychodzi razem ze wściekłą klientką. Po drodze rozglądam się po wystawach sklepowych. Potrzebują praktykanta u fryzjera, z doświadczeniem. Na trzecim przystanku wysiadam. Mijam jakiś sklep. Wchodzę tam i pytam czy jest praca. Dobrze, że tam nie wszedłem.

Dodaj komentarz