Rozprute podbrzusze

Proszę o spokój, nie jestem obłąkany, jestem tylko mordercą (…) od mordercy nie można przecież wymagać krasomówstwa. (Biesy, Фёдор Достое́вский)

Takie wrażenie po przeczytaniu paru książek, że świat zamknął się tylko w nich. To bez znaczenia jak piszący, pisarze, skrobacze, przerabiacze, składacze etc. starają się pozostać uniwersalni. Jeśli banałem jest to, że fikcja jest tylko fikcją, to tylko ze względu na bezrozumne powtarzanie tego hasła. Fikcja pozostanie w obrębie kubatury własnej dupy. Z tej sytuacji także można uczynić okazję do świętowania – w końcu indywidualizm jest w cenie. Rozlazło się to wszystko, co zresztą mnie cieszy.

No i pojawiają się takie dwa obrazy (znaki graficzne) wydęte do góry, może nawet trochę trawką porośnięte, ale rzadko. Przedzielone wklęsłą linią wskazującą na grzbiet książki. No i tak do opowieści wprowadzony zostaje średnik – ni to koniec, ni to pępowina.

I jak niektórzy są posthumanistami, tak nie wszyscy. Kiedyś może zapulsuje siła otaku w nas i będziemy spędzać czas właśnie przed monitorem, a faktycznie w sieci. Fizjologicznie złączeni, elektronicznie sprzężeni. Nie wartościuję tego. Dzisiaj słyszałem o wydarzeniach w byłych republikach bolszewickich, mężczyznach o lufach zamiast twarzy. Oni nie potrzebują lekarza, gdy są chorzy szukają rusznikarza.

Trudno być kontrkulturowcem w kontrkulturowej rzeczywistości. To bardzo ideowa postawa, artefakt negujący fikcyjną rzeczywistość – także artefakt. Dotyczy to humanistycznej postawy lufonosych brodaczy starających się zniszczyć fikcję, która nie zawiera ich własnej. Może czas zacząć robić porządne przypisy, zamiast palić książki, których nie chcemy czytać.

Dodaj komentarz

Filed under meta

roboty

Bardzo jasny dzień dzisiaj. Przenoszony z miejsca na miejsce kot, dziś bez zasilania. Zrobiło się przejrzyście przez zasłony w kratę, przez pomarańcze. Gorąco. Gorąca szklanka wody, a w niej nóż. Rozmawiam z szefową knajpy. Są tylko trzy podania o pracę. Krępa angielka mówi, że nie przyjmuje na czarno. Mam ochotę napić się piwa, ale jakoś mi głupio. Nie wsiadam w kilka kolejnych autobusów i czekam na następne. Wsiadam do trzeciego z rzędu. Na Notting Hill murzynka wydziera się na białą kierowcę. Ominęła przystanek na którym chciała wysiąść. Kobieta wzrusza ramionami – murzynka nie nacisnęła „przystanku na żądanie”. Autobus stoi, drzwi są otwarte, pasażerowie obserwują monolog. Po prawej stronie na wyspie rozdzielającej dwupasmówkę stoi rząd rowerów bez siodełek. Do autobusu wchodzi grubsza murzynka z pękiem białych foliowych toreb. Legitymuje się jako konduktor. Wychodzi razem ze wściekłą klientką. Po drodze rozglądam się po wystawach sklepowych. Potrzebują praktykanta u fryzjera, z doświadczeniem. Na trzecim przystanku wysiadam. Mijam jakiś sklep. Wchodzę tam i pytam czy jest praca. Dobrze, że tam nie wszedłem.

Dodaj komentarz

Filed under Blogroll, Uncategorized

Sobota lepsza od niedzieli

Nie to, że obserwuję szabas. Byłem dzisiaj nad zalewem popularnie zwanym wodą.Wchodzimy na areał, bo było nas więcej, a tam dziatwy tabuny tłoczą się na brzegu popiskując. W poszukiwaniu miejsca spoczynku koców podeszliśmy sobie troszkę dalej od strzezonego przez ratowniczych troli. Klaps. Z naszej perspektywy to wyglądało tak, patrząc w prawo, że na bardzo małym terenie ściśnietych jest cała masa wierzgająych zapałek, a my tu gdzie bylismy to jak lordy – choć trochę zawiewało od prawej wiatrem.

Wypożyczenie roweru do wody jest drogie. Pożyczyliśmy na godzine i jazda. Tylko opalanie się na ręczniczku jest nudniejsze od prowadzenia tego pływaka. Wypływając zahaczyliśmy o chłopaka z podstawówki. Uczepił się roweru i za nami sie ciągnie jeszcze bardziej spowalniając ten jakże profilowany aquadynamiczny (i aero) bolid. Wciągnęliśmy balast na pokład i jazda dalej.

Pływać się nie dało, bo trole motorówką cieli akwen dość często, pouczając nas malutkich co to nie zdrowe jest. Wozili ze sobą jakąś dziewczynę, więc pewnie się dzisiaj sprawdzili – trafiona-zatopiona. I tak sobie pomyślałem, że to może być marzenie być wodnym trolem ratunkowym. Władza, kobiety, pieniądze (słabe).

Sobota lepsza od niedzieli, bo ludzi mniej.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Foto wojenne

Temat jest o tyle ciekawy co kontrowersyjny. Już jakiś czas temu oglądałem świetny dokument Christiana Frei pt. warphotographer (2001). Film przedstawia postać znanego fotoreportera Jamesa Nachtweya. O tyle jest to ciekawe, że przez większość czasu oglądamy Nachtweya podczas pracy w dosyć trudnych warunkach tak społecznie jak geopolitycznie (Kosovo, 1999; Jakarta, 1999; Ramallah, 2000; Kawah Ijen, 1999). Oprócz obrazów nagrywanych przez śledzącego go kamerzystę, punkt widzenia przenosi się na jego własny aparat z przyłączoną minikamerą. miniKamera znajduje się nad palcem Nachtweya dając widok na to co on sam fotografuje. Narracja filmu przerywana jest nieruchomymi klatkami zdjęć. Zamrożone w ten sposób fragmenty są uzupełniane przez ruchomy obraz z obydwu kamer. Pozwala to na wgląd w istotę robienia zdjęć, coś co klasyk fotoreportażu, Henri Cartier-Bresson, nazywa „decydującym momentem”.

Wojna istniała od zawsze. W tej właśnie chwili wojna przetacza się przez świat. I jest to mało prawdopodobne, że w przyszłości nie będzie już wojen. Odkąd człowiek stał się bardz cywilizowany, jego środki do niszczenia bliźnich stały się bardziej skuteczne, okrutne i wyniszczające.

Czy to możliwe, aby fotografia mogła zakończyć tę formę ludzkiego zachowania, która istnieje od zarania historii? To twierdzenie wydaje się absurdalne. Lecz właśnie ta idea mnie motywuje. (James Nachtwey)

Pytanie w kwestii fotografii nasuwa się takie. Czy można fotografować ludzi cierpiących i czy nie jest to zwykłe wyzyskiwanie cierpienia dla własnego dobra? A dobie „videodromu” czy medialnej areny; czy te zdjęcia nie są tylko pożywką dla spragnionych gore widzów?

Warphotographer podchodzi do tych kwestii z wielkim taktem.

2 komentarzy

Filed under foto, polecane, recenzje

3,2,1

Nowy parapet. para-pet, bo wcześniej pisałem na pecie na polskim serwisie, ale został usunięty. Program wordpress ma dużo większe możliwości niż to co robią na blogu i co najważniejsze nie ma reklam – przynajmniej na razie. Zastanawiałem się przez jakiś czas czy się wogóle opłaca znowu prowadzić dziennik sieciowy i chyba robię to szczególnie dla higieny językowej. Już trochę zapomniałem jak to jest pisac po polsku.

Tego bloga miałem umieścić na swoim koncie, ale niestety nie magę się skontaktować z właścicielem serwera i póki co bedzie to na wordpress. Ma to niestety minusy w postaci ograniczonej kontroli nad wyglądem i pewnymi opcjami. Chciałem puścić miniatury swoich zdjęć z właściwej strony, ale to może poczekać.

Kot śpi na materacu a wiatrak mieli tłuste powietrze.

3 komentarzy

Filed under meta